| |
Nasze gospodarstwo
Jest bez końca zanurzone w naszej codzienności. Jego kolejne elementy pojawiały się z kolejnymi mieszkańcami.
Na początku były to koty, potem psy, ptaki, kozy, owce, konie, krowy, świnie, lamy, osły i kolejna rasa
krów, wreszcie oprócz ozdobnego drobiu - kury zielononóżki i gęsi. A w międzyczasie pszczoły.
Podobnie było z ziemią. Najpierw
małe kwiatowe rabaty, potem skromny warzywniak, kilka nasadzonych jabłoni i śliw. By z wiarą w siebie i
swoje możliwości powiększać areał warzywniaka, jego asortyment z hodowanymi w tunelu i szklarni pomidorami
i papryką. Ta sama wiara towarzyszyła nam kiedy sadziliśmy winnicę i sad.
Małe, 4,5 hektarowe gospodarstwo wciąż się rozrasta (16 ha) i choć nie stać nas na kupno nowej ziemi,
to dzierżawimy ją (21 ha), by hodować paszę dla naszych zwierząt.
Wszystko, wydawać by się mogło,
przychodzi nam z ogromną łatwością, bo każdy nowy element gospodarstwa rodzi się, czasami w niewerbalnym
dialogu, między Burym Misiem i Burym Niedźwiedziem, którzy czegoś szukają, coś chcą sprawdzić, a zaraz
potem stają się hodowcami, producentami i specjalistami - gospodarzami jakiegoś skrawka naszego małego
świata.
Wciąż przyglądamy się z
rozrzewnieniem wędrówkom naszych przyjaciół. Jedni pchają wielkie wózki z paszą dla krów, inni w małych
wiaderkach dźwigają ziarno dla kur albo gęsi, jeszcze inni z wiaderkami mleka idą karmić małe cielaki albo
wynoszą z serowarni serwatkę dla świń. Wszyscy wiedzą gdzie, jak i po co wędrować.
Tak więc pierwszym walorem tego
naszego gospodarstwa jest swoista rewalidacja, przywracanie naturalnych bogactw ludzkiego życia, co wydaje
się być bezcenne w coraz bardziej plastikowym świecie.
Łatwiej nam, korzystając z gospodarstwa jako narzędzia wspólnego życia, okazywać sobie zaufanie, kiedy
obdarzamy siebie obowiązkami i odpowiedzialnością. A tu wydają się one bardzo namacalne i bardzo konkretne,
bo wyznaczają je: pory karmienia zwierząt, dojenia krów, podawania im leków, witamin, narodziny młodych
zwierząt, to również sianie, sadzenie, podlewanie, wyrywanie chwastów, to wreszcie zbieranie plonów i ich
przetwarzanie. W tej przestrzeni wspólnotowej przyjaźni nie musimy wiele spekulować, wystarczy dotknąć,
zobaczyć, ba, nawet posmakować, aby cieszyć się tym, że mój przyjaciel mnie nie zawiódł, a ja sprostałem
jego nadziejom.
Niewątpliwie ważnym, a czasami
zaskakującym walorem jest materialne dobro, które jest też owocem wspomnianej wcześniej rewalidacji.
Bo przecież począwszy od warzyw, owoców przez miód, przetwory mięsne i mleczne, a także ryby, które łowimy
w stawie i jeziorze, które trafiają na nasz stół, a także są kupowane przez zaprzyjaźnione z naszą
wspólnotą osoby, w istotny sposób obniżają koszty naszego utrzymania tutaj. Do tego wszystko jest
prawdziwe, smaczne, wyprodukowane według ekologicznych zasad.
|