| |
Nasza codzienność
W osadowej wspólnocie żyją 32 osoby - 19 Burych Misiów, 12 Burych Niedźwiedzi i mała Ania, która jest
córeczką Moniki i Grzegorza. Mieszkamy w trzech różnych budynkach, razem spożywamy posiłki i spędzamy czas
wolny w czterech pokojach dziennych.
Bure Misie, mieszkające w Osadzie
żyły wcześniej we Wspólnocie - tej w Krakowie, Bytomiu czy Poznaniu, ze swoimi rodzicami uczestniczyły w
spotkaniach i wspólnotowych Mszach św., jeździły na wakacyjne obozy, nierzadko odwiedzały też Osadę w ciągu
roku. W Osadzie zamieszkali na stale po śmierci rodziców albo w chwili, gdy rodzicom zabrakło już sił, aby
sprostać oczekiwaniom swoich dzieci. Niektórzy uciekli z Domu Pomocy Społecznej, a inni byli
"sąsiadami" z internatu.
Prawie wszyscy, trafiając do Osady, przychodzą w miejsce i do ludzi, których znają - tu spędzali wakacje,
tu przyjeżdżali na rekolekcje ze swoimi rodzicami.
Osadowe Bure Niedźwiedzie wywodzą
się ze wspólnot lokalnych. W Osadzie podejmują pracę na etacie opiekuna osób niepełnosprawnych. Mieszkają
jak w normalnych, rodzinnych domach obok swoich przyjaciół. Jedni przyjeżdżają pracować na Osadę Burego
Misia na rok - dwa, inni wtapiają się na kilka, kilkanaście lat, a może na całe życie. Nie jest to
zwyczajna praca, nie są to zwyczajni ludzie, bo towarzyszą im motywacje, o których trudno by powiedzieć, że
są powierzchowne i banalne.
Jak każda z naszych wspólnot mamy
swojego lidera, jest nim Magda Melin. Ona organizuje życie Burym Misiom i Niedźwiedziom, w szczególny
sposób jest odpowiedzialna za klimat życia i pielęgnowanie przyjaźni między nami.
Kwestorami, a więc osobami zbywającymi nasze produkty i pozyskującymi dobroczyńców na rzecz Osady Burego
Misia w naszym środowisku, są Ania Kubica i Agnieszka Truchan.
Kwatermistrzem, dbającym o nasz stół i nie tylko, jest Monika Szczęsnowska.
Kronikarzem spisującym naszą codzienność jest Ania Reczek.
Gospodarzem Osady Burego Misia, dbającym o sprawy techniczne, przede wszystkim naprawy, jest Grzegorz
Miszczak.
Pracę w warsztatach stolarskich organizują Małgosia Kuliszkiewicz i Zbyszek Marchewicz.
W serowarni z Burymi Misiami pracuje Monika Miszczak.
Kościelnym, dbającym o kaplicę i kalendarz Mszy św. , jest Grzegorz Miszczak.
W naszym niemałym gospodarstwie rolnym pracę z Burymi Misiami organizują Grzegorz Miszczak i Michał
Jastrząbek.
Od początku we wspólnocie osadowej żyje z nami ksiądz Czesław (Kuba) Marchewicz CR, który jest przede
wszystkim Ojcem Wspólnoty, ale także patronem naszych wspólnotowych pomysłów i prezesem Fundacji Wspólnoty
Burego Misia.
Jego asystentką i asystentką Zarządu Fundacji, którego wszyscy członkowie pracują społecznie, jest
Agnieszka Truchan.
Pozostałe Bure Niedźwiedzie: Daria Lubik i Wiola Szozda z już wymienionymi prowadzą też zajęcia
rehabilitacyjno-ruchowe, uczą korzystania z komputera. Z Burymi Misiami, które lubią pracę w kuchni -
gotują i pieką ciasta. Zachęceni przez naszych przyjaciół - malarzy z Sopotu, bawią się w pracowni
plastycznej. Kinomani zabierają Bure Misie do kina i teatru. A wodniacy starają się systematycznie
korzystać z basenu.
Cała nasza troska skupiona jest na
tym, by każdy z prawdziwych gospodarzy tego miejsca - Burych Misiów - czuł się kimś ważnym i cieszył się
z tego, gdzie żyje i jak.
A gospodarzami Osady i naszych serc są: Adam Chuchrowski, Adam Nikholz, Adam Siebert, Ania Halewska,
Asia Karaś, Basia Zabęcka, Bernard Duda, Ela Zielińska, Ewa Hebel, Grażyna Pawlak, Jacek Kuleczka, Krysia
Karaś, Krystian Siebert, Lodzia Michalska, Marcin Mrawski, Olek Kolak, Paweł Kalisz, Witold Stryjecki,
Wojciech Bankowski.
Żeby nie czuć się zagubionym w tej
rodzinie, liczącej ponad 30 osób, jesteśmy sobie bardziej konkretnie przypisani w przyjaźni. Tworzymy małe
grupy przyjaciół wokół Burego Niedźwiedzia i tak grupy przyjaciół tworzą się wokół: Ani K. z Marcinem,
Olkiem i Lodzią; Ani R. z Ewunią, Adamem i Jackiem; Darii z Krysią, Basią i Witoldem; Gosi z Anią, Elą i
Adamem; Agnieszki z Krystianem; Moniki M. z Adamem, Moniki Sz. z Asią i Pawłem, Wioli z Grażynką i
Wojtkiem, Michała z Bernardem. Te małe rodzinki wpisane są w grafik obowiązków, które dotyczą przygotowania
posiłków, sprzątania nie tylko swoich pokoi, ale i tego co jest naszą wspólną przestrzenią życia.
To przypisanie w przyjaźni sprawia również, że planowanie wyjścia do kina, kawiarni czy po zakupy, jest
sprawą małej grupki osób.
Naszą codzienność spędzamy blisko
natury, ona więc wyznacza nam rytm życia.
A ten inaczej wygląda wiosną, kiedy wreszcie można poczuć rodzącą się do życia przyrodę i w tym odrodzeniu
uczestniczyć. Stąd więcej czasu spędzamy najpierw na porządkowaniu otoczenia, potem przygotowujemy ogród do
siewu, siejemy, sadzimy. Zaraz potem musimy pielęgnować to, cośmy posadzili i posiali - podlewając i
wyrywając chwasty. W warzywniaku hodujemy wszystko, czego potrzebujemy - od szczypiorku i koperku przez
cebulę, buraki, marchew, pietruszkę, seler, por, kapustę, fasolę na pomidorach i papryce skończywszy.
Ostatnio każdego roku, dzięki życzliwości naszych przyjaciół ze szkółki z Braniewa i winnicy Golesz spod
Jasła, dosadzamy drzewa w owocowym sadzie i winorośle w winnicy.
Wiosną rodzi się najwięcej zwierząt - owieczek, cielaków, źrebaków, małych świnek - i trzeba koło nich
pracować, żeby wyrosły na dorodne zwierzęta. To również pora, kiedy odchowujemy pisklęta kurek
zielononóżek, gęsi i bażantów. Naprawiamy ogrodzenie pastwisk, na które mają trafić krowy i konie.
Wiosną jest najwięcej pracy poza domem. Pora jest krótka, a trzeba wiele rzeczy zrobić.
Lato rozpoczyna się przygotowaniami
do obozu, w których uczestniczą również mieszkańcy Osady. Potem rozbawiony czas obozu, choć Bure Misie i
Niedźwiedzie mają swoje dyżury w gospodarstwie, gdzie pomagają im niektórzy uczestnicy obozu.
Po obozie Bure Niedźwiedzie wracają z urlopów i dalej żyjemy sobie letnim, wakacyjnym rytmem - więcej
plażowania, wycieczek nad jezioro, czasu spędzonego na kocykach. Pierwsze zbiory owoców, warzyw zwiastują
nadejście czasu przetwórstwa i przygotowania zapasów na zimę. Przerywamy go, aby na przełomie lata i
jesieni wyjechać, za zarobione przez siebie dzięki gospodarstwu pieniądze, na wspólne wakacje do naszych
przyjaciół: w Rzymie, Paryżu, do Schymurów do Niemiec albo do Zakopanego.
Jesienią kontynuujemy przetwórstwo
naszych plonów: suszymy owoce, robimy kompoty, smażymy powidła, sałatkę jesienną, leczo, robimy soki,
gotujemy przeciery pomidorowe i keczup, suszymy zioła, mrozimy natkę selera i pietruszki, kisimy kapustę i
patisony. Zbieramy i kopcujemy warzywa i uprzątamy nasze otoczenie, szykując się do zimy. Przygotowujemy
też wybiegi zwierząt na zimę, gromadzimy paszę, ściółkę, naprawiamy ogrodzenia zimowych wybiegów.
Kiedy już jesień jest coraz bardziej
słotna i zimowa, aura zgania nas do domu, wtedy częściej siadamy przy kominku w Chatce, aby przedpołudniami
szlifować i malować aniołki i inne elementy drewnianej galanterii, przygotowane w stolarni. Staną się
podarunkami i produktami świątecznych kiermaszów, które organizują kwestorzy naszych wspólnot lokalnych.
Przed świętami po domu rozchodzi się zapach pieczonych pierników, które wypiekamy przez cały Adwent i
dzielimy się nimi z kim się da. Potem na podwórzu stawiamy wielką stajenkę betlejemską, gdzie od świąt
Bożego Narodzenia do Trzech Króli z figurkami świętej Rodziny mieszkają nasze żywe zwierzęta: osły, owce,
cielaczki.
Kiedy mamy śniegu dość, zaprzęgamy konie i ... "jadą w saniach panny, przy nich Janosiki".
W długie, zimowe wieczory więcej jest sposobności na wspólne bycie w domu - by grać, bawić się.
Wreszcie, tęskniąc za wiosną, zaczynamy na kartkach i w komputerach planować ogrodowe prace.
|