| |
Nasi przyjaciele
Kiedy mówimy o przyjaciołach Wspólnoty i Osady Burego Misia, w intencji których odprawiamy na końcu
miesiąca Mszę św., to myślimy o tych wszystkich osobach, mieszkających blisko i daleko, którzy cieszą się
z naszego życia i którzy chcą w nim uczestniczyć. Każdy z nich, na swoją miarę możliwości, stara się
ubogacać Osadę. Jedni ofiarowują w naszej intencji swoje cierpienie, inni modlitwę, a jeszcze inni dzielą
się: ewangelicznym jednym groszem, jednym procentem, tym, co posiadają, czym się zajmują, na czym się
znają, ale zawsze tym, czego potrzebujemy.
Raz są to osoby zupełnie anonimowe, których poznajemy co najwyżej nazwiska albo pełnione funkcje, kiedy
indziej to przyjaciele od biesiady, stołu, sąsiedzi i znajomi naszych znajomych. Jest ich tak wielu, że o
wszystkich nie da się opowiedzieć. Wielu z nich bardzo utożsamia się z naszym domem albo jego częścią.
Nasza kaplica - mówią, wychodzący z niedzielnej Mszy św. - nasza Osada, nasze Misiaki, nasz ksiądz.
Jakoś trudno byłoby nam z codziennymi usterkami i awariami, planami i zamierzeniami bez naszych sąsiadów
- przyjaciół Ryśka i Marka. Albo bez Andrzeja z Kartuz, który pokazuje swoim uczniom z technikum
mechanicznego, jak mogą być nam przydatni i mobilizuje ich do budowania niezwykłych urządzeń, z których
korzystamy. Czy Karoliny i Andrzeja z Sopotu, którzy swoje pragnienie uczestnictwa w naszym życiu
zaszczepiają swoim przyjaciołom i znajomym. To oni zaprosili do naszej wspólnoty m.in. malarzy szkoły
sopockiej, którzy darowanymi nam obrazami stworzyli na Osadzie galerię malarską twórców tejże szkoły. Bez
Darka bardziej martwilibyśmy się bolącymi zębami naszych przyjaciół albo połamanymi sztucznymi szczękami.
A kiedy niepokoją jakieś objawy choroby dobrze, że telefon zawsze odbiorą Mariola albo Basia.
Pasjonujące rozmowy z Jackiem o zwierzętach, serach, pszczołach nieraz były wielką inspiracją dla naszych
gospodarskich poczynań.
Ale przecież niemniej cenne są mądre rady Wandy albo jej smaczne keksy, które trafiają na świąteczny stół.
A uśmiech i ciasto pani Janiny, Beaty i Uli...
Choć daleko zdawać by się mogło jest Sochaczew, to jednak Aneta i Mariusz wydają się mieszkać za ogrodem
- wystarczy krzyknąć, a oni się odezwą, zawsze gotowi pomagać.
Moglibyśmy opowiadać i opowiadać - o Marcie, Przemku, Michale, Kaziku, Dance, Ewie, Ani, Magdzie, Janie,
Józefie, Asi i wielu, wielu innych, bo oni swoją pełną życzliwości troską są wciąż wśród nas obecni.
Są jeszcze właściciele i menadżerowie firm, które, ufając nam, wspierają nas finansowo i rzeczowo.
W
ciągu ostatnich 12 miesięcy materialnie wsparły nas firmy:
|